Posted by Paweł A. Makowski

profesjonalny klamca (w)

W trzeciej – ostatniej części wpisu zatytułowanego: „Dyplomata – profesjonalny kłamca?”, poruszę kwestię języka dyplomatycznego.

Język dyplomatyczny

Kultura języka, płynność wysławiania się, znajomość języków obcych – to podstawowe atrybuty komunikacji dyplomatycznej. Służą one raczej ukrywaniu prawdy niż jej oznajmianiu. Język ten posiada bogaty zbiór zwrotów umownych oraz zatajonych znaków, które są nieuchronne w rozgrywkach dyplomatycznych. Jako przykład podam często używane sformułowanie:

„Rozmowy w atmosferze szczerości”

Jest to zwrot, który w języku dyplomatycznym znaczy, że istotne elementy sporne nie zostały uzgodnione.

„Żelaznym repertuarem każdego dyplomaty jest język ezopowy, oparty na dwuznaczności wyrażeń”

Na przykład: przed atakiem Izraela na kraje arabskie w 1967 roku, dziennikarze pytali ministra obrony Mosze Dajana o jego zamiary wojenne. Odpowiedział w następujący sposób: „Dla Izraela jest zarazem i za wcześnie i za późno na rozpoczęcie wojny”. Natomiast trzy dniu później wojska izraelskie i tak przekroczyły granicę.

Szczególny walor języka dyplomatycznego przenikającego się z kłamstwem, znany jest od wieków. Wolter w XVIII wieku użył frywolnego porównania:

„Kiedy dyplomata mówi <TAK>, ma na myśli <MOŻE>; kiedy mówi <MOŻE>, ma na myśli <NIE>; a kiedy mówi <NIE>, to nie jest dyplomatą”.

Podobne sformułowanie odnosi się również do damy:

„Kiedy dama mówi <NIE>, ma na myśli <MOŻE>; kiedy mówi <MOŻE>, ma na myśli <TAK>; a kiedy mówi <TAK>, to nie jest damą”.

Często w stosunkach dyplomatycznych stosowana jest zasada: „Ask me no question, I’ll tell you no lies” (co tłumacząc oznacza: „Nie zadawaj mi pytań, nie odpowiem Ci kłamstwami”). W czasie briefingu do ambasadorów w Ministerstwie Spraw Zagranicznych w jednej ze stolic europejskich w 2003 roku, na pytanie dotyczące stanowiska gospodarza na temat reformy Rady Bezpieczeństwa ONZ padła odpowiedź, że: „proces trwa i nie można jeszcze podać szczegółów”. Na pytanie, dotyczące propozycji obniżenia cła na produkty z krajów Trzeciego Świata w celu pomocy humanitarnej państwom biedniejszym, uzyskano odpowiedź: „rząd rozważa ten problem”; na naleganie co do kierunku tych rozważań, udzielono odpowiedzi, że sytuacja jest zbyt skomplikowana, aby obecnie określić kierunek zmian.

W języku dyplomatycznym, unika się stosowania kategorii prawdziwości, szczególnie w obszarach osądów oraz ocen. Wartość prawdy (nieprawdy) dotyczy głównie faktów; jednak i one podlegają w języku dyplomatycznym tzw. „zmiękczeniu” w razie konieczności. Na przykład na pytanie: „Czy to prawda, że premier skrytykował parlament?”, ambasador – w przypadku, gdy jest to faktem odpowiada „tak”, ale zawsze dodaje komentarz In plus lub In minus (w zależności od potrzeby) mówiąc przykładowo: „Tak, ale nie była to krytyka, lecz głos w dyskusji”.

Szczególny charakter języka dyplomatycznego, do którego używania dyplomata jest poniekąd zmuszony, pociąga za sobą szereg konsekwencji natury psychologicznej, nie zawsze miłych i korzystnych dla psychiki podmiotu uczestniczącego w tego typu komunikacji. Dyplomata w swojej karierze, musi znieść niejedna upokarzającą sytuację i z doświadczenia wie, że najzdrowiej udawać, że wszystko jest w porządku. Jednak należy podkreślić, że nie są to sytuacje najzdrowsze w sensie psychicznym. Można powiedzieć, że tzw. „trwały dysonans poznawczy”, który towarzyszy często pracy dyplomaty, może odbić się w dłuższym czasie zjawiskami znanymi z psychologii jako patologiczne, a w etyce jako niemoralne.

Źródło: W. Chudy, Kłamcy profesjonalni? Praca dyplomaty i szpiega w ujęciu etyki, Tychy 2004.

Zdjęcie: malkocin.x25.pl