Posted by Paweł A. Makowski

nelson.mandela.(w)

W zeszłym tygodniu, świat obiegła informacja o śmierci Nelsona Mandeli. Dzisiaj natomiast jest dzień pożegnania wielkiego człowieka oraz przywódcy, który przeprowadził Republikę Południowej Afryki przez trudny okres, zmierzając ku wolności i demokracji.

W sieci możemy znaleźć wiele newsów na temat biografii czy działalności Nelsona Mandeli. Dlatego nie będę pomnażał tych informacji, które można znaleźć na przykład w tym miejscu. Poświęcając wpis jego pamięci, chciałbym zatrzymać się nad przesłaniem jakie pozostawił, a które w mojej ocenie, nie do końca jest rozpoznawalne.

 „Aby odkryć, jakie zmiany zaszły w tobie, najlepiej wróć do miejsca, które jest takie jak kiedyś”.

Pierwsza myśl, jaka przyszła mi do głowy, to lata dzieciństwa. Powracając do tego okresu można najlepiej zauważyć, jak bardzo się zmieniliśmy. Jakie to ma odniesienie do dyplomaty? Przeżywa on również wiele trudności, które wynikają z niełatwej służby. Powracanie myślami do okresu, w którym dyplomata był pełen idei, zauroczenia oraz energii, pozwala spojrzeć z innej perspektywy na wiele sytuacji, szczególnie tych najtrudniejszych.

„Bo żeby być wolnym, nie wystarczy zrzucić okowy, lecz trzeba żyć tak, by szanować i zwiększać wolność innych. Prawdziwy sprawdzian naszego poświęcenia dla wolności dopiero się zaczyna”.

We wpisie: „Mroczny dzień” napisałem, że wolność jest wielkim darem, ale jeszcze większym wyzwaniem. Osiągnięcie wolności wymaga, aby ją szanowano, a także dzielono się z tymi, którzy tej wolności jeszcze nie doświadczyli. Wolności nie można zatrzymać dla siebie, gdyż prawdziwa walka o wolność, zaczyna się z chwilą jej „zdobycia”.

„Komuś, kto 27 lat przesiedział bezczynnie w więzieniu, prawdziwy odpoczynek się nie należy”.

Niesamowite słowa, które w moim odczuciu, ukazują prawdziwą istotę powołania człowieka. Jeżeli dążymy do określonego celu, często okupionego wieloma wyrzeczeniami, a nawet cierpieniami to z chwilą jego osiągnięcia – nie należy spocząć na przysłowiowych „laurach”. Trzeba dążyć do jeszcze większej doskonałości, która prowadzi człowieka do poczucia spełnienia.

„Z bólem przyglądamy się, jak dwa mocarstwa, przywódcy wolnego świata i demokracji, rozpętują wojnę, na którą wspólnota międzynarodowa nie wyraża zgody, jak manipulują międzynarodowymi organizacjami, jak straszliwie łamią prawa i szargają godność mieszkańców kraju, w którym znaleźli się jako najeźdźcy”.

Te słowa wskazują na wielkie zadanie, jakie spoczywa na barkach dyplomacji. Wartość pokoju, współpracy, a przede wszystkim solidarności międzynarodowej, powinny być podstawą działań, jakie każdego dnia podejmuje dyplomacja. Nie ma nic gorszego, jak „ciche przyzwolenie”, które zazwyczaj wyraża się w „milczeniu”, wobec braku poszanowania godności każdego człowieka, jak również jego niezbywalnych praw.

Jak zapewne zauważyliście, wpis został zatytułowany cytatem, który został wypowiedziany przez Nelsona Mandelę: „Walka jest moim życiem”. Słowa te, okazały się prawdziwym mottem jego życia. Jako mąż stanu był wielkim bojownikiem o wolność. Duchowy przywódca Tybetańczyków, laureat Pokojowej Nagrody Nobla – Dalajlama, określił Mandelę jako: „człowieka wielkiej odwagi, zasad moralnych oraz niespotykanej uczciwości. Natomiast były premier Wielkiej Brytanii Tony Blair powiedział, że: „był to człowiek, z którym spędzać wspólnie czas było rzeczą wspaniałą, człowiek o żywym umyśle, niezwykłym wyczuciu politycznym i cudownym sposobie (bycia), który oczarował wszystkich, a dzięki swej godności, wdziękowi i sposobowi, w jaki potrafił wybaczać sprawił, że rasizm stał się na całym świecie nie tylko czymś niemoralnym, ale też głupim”.

Wzór dla dyplomacji? 

Uważam, że tak. Nelson Mandela, który własnym życiem oraz działaniem pokazał, że można „góry przenosić” jest godnym wzorem do naśladowania. W mojej ocenie, świadectwo jego życia oraz działalności, powinna uczyć być przykładem, jak również wyzwaniem dla dyplomacji.

Na koniec tego wpisu, przytoczę jeszcze jedną myśl Nelsona Mandeli, której nie wypada nie zacytować:

„Najbardziej boimy się nie tego, że jesteśmy do niczego.
Najbardziej boimy się tego, że jesteśmy potężni ponad miarę.
To nasza jasna – a nie ciemna – strona nas przeraża.
Zadajemy sobie pytanie, czy możemy być śmiali, błyskotliwi, piękni,
utalentowani i niezwykli.
A czyż właśnie tacy nie jesteśmy?”

Pamięci Nelsona Mandeli

swieca

Zdjęcie: www.chahal.com